środa, 2 sierpnia 2017

47. Wystraszyłam się nie na żarty


Cześć kochane dziewczyny !

Przepraszam za panującą na blogu ciszę, ale czasem życie się komplikuje do tego stopnia, że ostatnią rzeczą, o której myślimy jest pisanie.

Od jakiegoś czasu moja kochana mama ma podwyższony poziom cukru ( żadne kolosalne wartości, ale jednak). Lekarz zalecił Glucophage 500 i kontrolę glikemii 4 razy dziennie. Wyniki się normowały, skończyło się pudełko pasków, otworzyliśmy nowe i się zaczęło.

Wczoraj popołudniu ( 2h po obiedzie) wynik glikemii 180 - zdecydowanie za dużo. W ciekawości ja się nakłuwam ( wynik 184). Dziwne - analizujemy obiad i czekamy.  Po 10 minutach wynik 266. Już jest stres, bo wiadomo. Mama dobiera metformine do kolacji. Wynik po 2 h od posiłku - prawie 160.

Rano mama się ukłuła - wynik 126 - zdecydowanie za dużo. Ja się badam - 126. Coś jest nie tak - pomyślałam, po czym wyciągnęłam z szafki kolejne pudełko pasków i wzięłam nowe opakowanie. Pomiar - 80.

Mama badała się na innym glukometrze w pracy - wynik 100.

Doszłyśmy do wniosku, że winowajcami wysokich cukrów nie są posiłki tylko felerne paski.

Na szczęście nic się nie stało, ale nie wyobrażam sobie jakby osoba na insulinie dopasowała sobie dawkę leku do fałszywie wysokiego cukru.

Tak więc nie wolno bezgranicznie ufać urządzeniom - do wszystkiego podchodzić z dystansem.

Trzymajcie się kochane  i badajcie się - bo lepiej zapobiegać niż leczyć.

0

piątek, 28 lipca 2017

46. Gdzieś się pogubiłam.

Cześć kochani.

Przepraszam za dłuższe milczenie, ale gdzieś się zgubiłam. Ostatnio ograniczam swoją aktywność do minimum, a większość wolnego czasu spędzam przed telewizorem.

W zeszłym tygodniu odkryłam na HBO OD wspaniały serial "Ray Donovan" i muszę się Wam przyznać , że pochłonęłam 47 odcinków w 5 dni . Genialna produkcja, a fabuła.. Co prawda to nie dla wszystkich, bo krwi w serialu bardzo dużo, ale można się zachwycić.

Co u mnie ?

Lawenda w korekcie, ja powoli szykuję się na spotkanie blogerów książkowych w Sosnowcu, zarejestrowałam się na krakowskie targi książki. Liczę, że do tego czasu ( w sensie do października) będę już wiedziała coś więcej w kwestii wydania Lawendowych.

Byłam wczoraj w Parku Śląskim na rozeznaniu, gdyż obecna historia "Zawsze będziemy razem" będzie się toczyć właśnie na Śląsku. Wiem- trochę skaczę po tych historiach, ale na ten moment tego właśnie potrzebuję. Spacerowałam, nagrywając na dyktafon opis na bieżąco, łącznie z dialogami bohaterów. Ludzie się dziwnie patrzyli, ale było mi to lotto.

Jutro przede mną "rodzinne spotkanie " z kuzynem, który na stałe mieszka w Holandii. Będzie ciekawie, bo widujemy się średnio raz na 2-3 lata, a przy poprzednim spotkaniu rozwaliłam nowy samochód( 3 miesiące użytkowania), więc jestem ciekawa co tym razem się wydarzy.

Jaka u Was pogoda ? Co obecnie czytacie ?








0

czwartek, 20 lipca 2017

45. Trudne losy książkowariata..

Dzień dobry kochani w czwartkowy poranek. Co u Was ? Słońce czy deszcz ?

U mnie dzisiaj dzień "szkoleniowy" - przede mną spotkanie  z trenerką w ramach nabytego jakiś czas temu Blobox od Sopcjopatka.pl

Oprócz tego przygotowuję się mentalnie na jutrzejszą premierę "Jak Feniks z popiołów".

Przychodzę do Was dzisiaj z historią jaka mi się przydarzyła wczoraj popołudniu. Jak wiecie - mieszkam na jednym z większych osiedli w Katowicach. Dużo wysokich bloków, pełno mieszkańców itp.

Od kilku dniu oczekiwałam na dwie przesyłki - prebook "Jak Feniks z popiołów" oraz na zamówienie ze sklepu internetowego. Co do zamówienia - dostałam numer przesyłki i sobie spokojnie obserwowałam na stronie poczty drogę jaką moja przesyłka pokonuje. Przed 90% dni ktoś w mieszkaniu jest więc spokojnie pojechałam do miasta - tym bardziej, że poprzedniego dnia spotkałam listonosza dopiero około godziny 14. 

Wracam więc spokojnie, słuchając po raz kolejny ulubionych utworów i wchodząc do bloku myślę tak - a zajrzę do skrzynki, może jakieś promocje w tesco, będę wracała z treningu to wstąpię. 

Jakie było zdziwienie kiedy zastałam tak dwa awiza. 

- No pięknie - pomyślałam, zerkając na świstki pocztowe. - Znowu wycieczka na pocztę .. 

Wróciłam do domu, zerkam na stronę poczty polskiej i widzę - "przesyłka rozliczona" - można odebrać w punkcie. Zerknęłam na zegarek - za pół godziny mam trening, więc spokojnie mogę zrobić sobie rozgrzewkę w postaci spaceru przez pocztę. Wzięłam torbę, świstki w dłoń, zerknęłam do portfela - dowód jest, możemy iść. 

Na pocztę to ja mam ze 200 m. Spokojnie sobie szłam, wchodzę do środka, moja ulubiona pani zaprasza, podaję kwitki i słyszę 

- Ale to z dzisiaj jest, listonosz dopiero przyszedł się rozliczyć. - kobieta uśmiecha się niepewnie, wklepując dane do komputera.
- Ale na stronie poczty jest już rozliczone - mówię najspokojniej na świecie, wyciągając telefon i sprawdzając jeszcze raz. - Też jestem zdziwiona, ale może listonosz może w ogóle tego nie zabrał..

Na te słowa z kanciapy wyłania się nasz listonosz i po grzecznościowym "dzień dobry" rzucił

- Dzisiaj były dwie przesyłki do pani - zwrócił się do mnie i z uśmiechem dodał - niemal zawsze jest tak, że jak mam coś do pani, to pani nie ma.. 

Na szczęście przesyłki zostały wydane, ja szczęśliwa pognałam na trening. 

Kochani blogowicze i książkoholicy - jakie macie relacje ze swoimi listonoszami ? 

Trzymajcie się ciepło. 




1

środa, 19 lipca 2017

44. Co blogowanie zmieniło w moim życiu

Dzień dobry kochane w ten piękny środowy poranek.

Jaka pogoda u Was ? U mnie od rana słońce, ostatnie dni urlopu, więc postanowiłam wyjść z laptopem do miasta, bo u mnie pod blokiem trwają jakieś prace remontowe i jest straszny hałas.

Siedzę więc w Galerii Katowickiej i popijając Boboq tworzę dla Was tego posta.

Ostatnio porządkując bloga naszła mnie myśl - Co blogowanie zmieniło w moim życiu ?

Zmieniło bardzo dużo - poznałam wiele wspaniałych osób, z którymi utrzymuję stały kontakt na fb (wszelakie grupy książkowe), poprawił się styl mojego pisania, co pośrednio zaowocowało napisaniem i mam nadzieję  w przyszłości wydaniem książki. ( mam cichą nadzieję, że nikt nigdy nie dorwie się do moich starych opowiadań typu ff)

Nauczyłam się systematyczności :) czego obecnie jeszcze nie widać, ale od dzisiaj to się zmieni.

Zrozumiałam, że przyjaciele to nie tylko osoby z naszego środowiska, ale również zupełnie obcy ludzie np. z drugiego końca Polski - dzięki blogowi między innymi poznałam pisarki Małgorzatę Falkowską i  Anitę Scharmach (od której otrzymuję ogromne wsparcie w kwestii wydania "Lawendowych Nut".

Dzięki znajomym blogerom książkowym - bo głównie z takimi mam kontakt na chwilę obecną- poznałam wiele nieznanych mi pozycji książkowych.

Zyskałam patronat medialny książki, która dosłownie za 2 dni będzie miała swoją premierę  "Jak Feniks z popiołów" Grety Gulsen (Wydawnictwo Czarna Kawa)

Stałam się pewniejsza siebie w kwestii własnego zdania :)

I tyle w sumie  na  ten moment.


Pozdrawiam Was cieplutko :)



0

sobota, 15 lipca 2017

43. Gdzieś mnie wchłonęło..

Dzień dobry kochani. Jak mija wam czas?

U  mnie pogoda jest kapryśna - od rana siąpi deszcz, popijam herbatę i zagryzam herbatniki.

Ostatnie dni były dla mnie jakieś dziwne - budziłam się rano i coś mnie zniechęcało do pracy. Jadłam śniadanie, brałam kąpiel i wychodziłam na trening, po czym robiłam zakupy i wracałam do domu.  Siedziałam
przed telewizorem, a stosik książkowy się powiększał.


Dzisiaj pierwszy raz udało mi się przełamać niechęć . Przełamałam schemat - poleżałam w łóżku do 8.30, zjadłam śniadanie i chwyciłam książkę w dłonie. A potem włączyłam komputer i teraz piszę do was.

Wczoraj popołudniu udało mi się poszatkować 4 główki kapusty. Będziemy kisić domowo kapustę, już się nie mogę doczekać.W zeszłym roku też kisiliśmy :)

Teraz mam w planach napisać dla Was recenzje dwóch książek, które czekają na podsumowanie.

I pofarbować włosy, bo odrost już straszy.

I pobawić się z psem, który tęsknie patrzy, gdy siedzę przy biurku.

I żyć chwilą, bo z planów  zazwyczaj nic nie wychodzi.

Trzymajcie się cieplutko kochani i do napisania wkrótce.

P.S : Lawenda jest w korekcie, ale mam nadzieję, że już wkrótce będzie gotowa.

0

sobota, 1 lipca 2017

42. Pod nóż

-
Witam Was kochane w sobotnie popołudnie.

Co tam u Was ? Jak spędzacie kolejny letni weekend ? Ja siedzę właśnie przy oknie, popijam kawę i zastanawiam się nad tym wszystkim, co dzieje się w moim życiu.

Wiele razy słyszałam, że jak kobieta ma chandrę to powinna iść do fryzjera/kosmetyczki czy na zakupy. Wczoraj- walcząc ze swoją chandrą - poszłam do fryzjera wybierając przypadkowo, właściwie na chybił-trafił salon fryzjerki Berendowicz - Kublin w Galerii Katowickiej. Trafiłam we wspaniałe ręce p. Eweliny, która z moich beznadziejnych włosów, wyczarowała w miarę sensowną fryzurę, która sprawia mi ogromną przyjemność.

Dawno nikt nie zadbał o mnie w taki sposób. Spędziłam na fotelu prawie półtorej godziny. Konkretny wywiad, potem pielęgnacja, podczas której o mało nie zasnęłam( a rzadko mi się zdarza taka sytuacja, bo zdecydowanie nie lubię jak mi ktoś majstruje przy włosach). A potem siedziałam i obserwowałam jak "moja" fryzjerka  szaleje z nożyczkami.

Dzisiaj rano moje włosy wyglądały naprawdę dobrze. Kolejny ważny test będzie po umyciu w domu włosów, bo wiadomo - jak je sobie sama wysuszę, to dopiero zobaczę co i jak.

Wracając do pisania "Szukaj mnie" i poszukiwania wydawcy dla "Lawendowych Nut" wszystko idzie własnym torem - napisałam wczoraj do pewnego wydawnictwa, które niedługo zadebiutuje na rynku wydawniczym. Oczywiście muszę trochę poczekać, ale widać, że Wydawnictwo jest nastawione pozytywnie.

Obecnie pogoda się odrobinę popsuła, więc korzystam z okazji i przeglądam nagrane na nagrywarce UPC w ciągu ostatnich tygodni programy m.in : Fałszywy narzeczony, Grzech mojej córki i stare ale dobre odcinki Na dobre i na złe.

Zaraz zabieramy się z mamą za lepienie pierogów, a potem wracam do pisania, bo nigdy z pewnych wątków nie wyjdę.

Trzymajcie kciuki.

Wasza Róża.

Ostatnie godziny w takiej długości włosa.

Post udostępniony przez Róża Musiał (@rozamusial)



0

poniedziałek, 26 czerwca 2017

41. Padłeś ? Powstań !

Dopadło mnie kilka gorszych chwil. Nagle jakby odcięło mi prąd. Od kilku dni mnie ściągało w dół, brakowało powietrza i energii.

Walczyłam z tym problemem na wiele sposobów, spacerowałam, poszłam na fitness, zjadłam tonę czekoladek.

Wczoraj miałam ochotę zakończyć swój internetowy żywot. Pisanie nie sprawiało mi już przyjemności, a oczekiwanie na decyzję wydawcy jakoś mnie dołuje.

Wiele się zmieniło wczoraj wieczorem. Siedziałam przed laptopem z telefonem w ręku, popijałam czerwone wino i rozmyślałam o wszystkim. Przeglądałam instagram i natrafiłam na konto p. Marcina Jabłońskiego. Jakoś mnie wciągnęło i pod wpływem impulsu napisałam do niego wiadomość, na którą odpisał dzisiaj.

Napisałam mu, że jestem zmęczona oczekiwaniem na brak wydawcy i generalnie jestem zniechęcona, tym co się obecnie dzieje w moim życiu. Odpisał hasłem, a właściwie pytaniem, które sama sobie zadawałam - dlaczego nie spróbuję wydać Lawendowych Nut sama. Wiem, że bez znanego nazwiska i worka z milionem monet będzie to trudne, ale postanowiłam działać.

Pierwsze  w co postanowiłam zainwestować zaoszczędzone pieniądze jest profesjonalna korekta i redakcja tekstu. Podejrzewam, że przy tej objętości tekstu tj. ponad 10 arkuszy - zapłacę około 2 tysięcy złotych. Co dalej ? Się zobaczy. Ale nie poddam się - choćbym miała Lawendowe Nuty sprzedawać na targu albo na Allegro.

Zmykam teraz szukać korektorów z prawdziwego zdarzenia, co by oddać moje dziecko w dobre ręce.

Trzymajcie się cieplutko.

Wasza na zawsze.

Róża.


2

niedziela, 25 czerwca 2017

40. Czasem łatwiej jest podjąć decyzję niż ją oznajmić.

Witam Was kochani w niedzielne popołudnie.

Siedzę sobie właśnie na balkonie, popijam colę z lodem i zastanawiam się nad tym wszystkim co w moim życiu się dzieje.

Jak dobrze wiecie, oczekuję cierpliwie na reakcję wydawnictw w sprawie Lawendowych Nut. Przyznam Wam się, że jestem już tym trochę zmęczona, dodatkowo przez to wszystko napadła mnie blokada pisarska i ogólne zniechęcenie.


Podjęłam ważną dla Lawendowych Nut decyzję, o której na ten moment nie chcę mówić.Z racji tej decyzji przez dłuższy okres nic nie będę publikować, bo niestety nie mam weny.

Jak tylko coś się zmieni ( pojawi się wydawca, albo zakończę projekt "Lawendowe Nuty") to wrócę do Was.

A na razie ( na ten moment)

Żegnam Was kochani.

Wasza Róża
0

piątek, 23 czerwca 2017

39.Rzeczywistość

Dzień dobry kochani w piątkowe przedpołudnie.

Co u Was ? Jak tam początek wakacji ? Ja o urlopie( takim prawdziwym) mogę niestety obecnie pomarzyć . W dalszym ciągu trwa u mnie remont( jest szansa, całkiem spora, że dzisiaj się wszystko zakończy).

Ostatnio jakoś nie umiem produktywnie spędzać dni. Przestałam chodzić na fitness, bo mnie to kręcić przestało.Nie umiem się zmobilizować do pisania, bo wydaje mi się, że nikt nigdy się tym nie zainteresuje.

Włóczę się całymi popołudniami po mieszkaniu, przekładam kosmetyki, przestawiam książki na półkach, leżę na sofie i patrzę w okno. Brak mi natchnienia, ale wiem, że niedługo dostanę nowej energii. Zresztą ja takich upałów jak mamy obecnie nie toleruję, źle się po prostu czuję.

Trzymajcie się kochani.

Wyślijcie mi kopa energetycznego, bo inaczej nigdy nie skończę pisać...

Wasza Róża.
2

środa, 21 czerwca 2017

38. Historia pewnej znajomości.

Dzień dobry kochane moje czytelniczki w ten piękny środowy poranek. Czy u Was też jest tak pięknie i słonecznie jak w Katowicach ?

Wczoraj obiecałam Wam na  facebooku, że na blogu pojawi się wpis związany z moim debiutem w roli patrona medialnego. Tak więc zachęcam do czytania.

Z Gretą Gulsen - autorką Jak Feniks z popiołów-  poznałyśmy się  cztery lata temu. Wtedy ja bawiłam się w pisanie fanfiction głównie serialu Na dobre i na złe. Ona była przy mnie, gdy opublikowałam tak kontrowersyjne opowiadanie pt. Rzeczywistość, że fanki popularnego profesora Falkowicza chciały mnie zjeść.

Pamiętam jak przeżywałyśmy niektóre odcinki serialu, wyśmiewając pomysły scenarzystów i krytykując ich "niepamięć".

Potem obie zaczęłyśmy pisać coś na poważnie . Ja bawiłam się w "5 mil do szczęścia" , ona w blogową wersję "Feniksów" wówczas pod tytułem : "Operacja Życie" .  Pomagałyśmy sobie wzajemnie, ona jest autorką tytułu do "5 mil", ja po części czuję się konsultantem medycznym w "Feniksach".

Nasza przyjaźń przeżywała wzloty i upadki - bywały dni, właściwie miesiące gdy się nie odzywałyśmy, bo obie miałyśmy swoje problemy.  Trzymałam kciuki, gdy rozsyłała Feniksy do wydawnictw i cieszyłam się z nią, gdy przyszłą odpowiedź. Walczyłam z nią podczas korekty autorskiej, Z niecierpliwością wyczekiwałam projektu okładki.  A teraz - przebierając nogami i zaciskając kciuki- czekam na premierę "Jak Feniks z popiołów", która odbędzie się za miesiąc tj. 21.07.2017.

Greta - jestem dumna z ciebie i wierzę, że pasmo porażek masz już za sobą.

Kochani - zapiszcie sobie ten tytuł, bo zdecydowanie warto się z nim zapoznać, a ilość pracy jaką autorka włożyła w tą historię jest ogromna i zasługuję na uwagę :)
1

sobota, 10 czerwca 2017

37. Wszystko albo nic.

Dzień dobry kochani.

Co u Was ? Jak Wam minął tydzień ?

U mnie szaleństwo remontowe w toku. Zbliżamy się na szczęście do upragnionego finału ( w poniedziałek wchodzi ekipa do przedpokoju).

Przez to całe zamieszanie nie mam zbytnio czasu na pisanie, chociaż w głowie układam sobie ważne rzeczy.


Ten tydzień był wyjątkowy - pierwszy raz pokazałam się na fb. Wcześniej ukrywałam twarz, bo uważałam, że nie jest mi to potrzebne. Siedziałam tego dnia w kawiarni , popijałam mrożone latte i nagle to do mnie dotarło :)

Obiecuję, że niedługo pokaże Wam  pierwsze fragmenty "Szukaj mnie" .

Trzymajcie się kochani !  





1
Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.